To jest pierwsza rzecz w moim życiu, którą uszyłam całkiem sama... Nie postarałam się, jak widać, wszystko krzywe, ale nie chciałam uczyć się przeszywając w te i we wte jakiś głupi skrawek materiału. Nie zdążyłam tylko przyszyć uchwytu bo mi się maszyna znów zepsuła czy coś. Igła mi nie chwyta dolnej nitki, odesłałam ją do serwisu, naprawili, zdążyłam uszyć to, co widać i znów poległa... Muszę się dowiedzieć, jak regulować główny wałek (tak mi opisali czynność, która została wykonana przez serwisanta), bo coś mnie się zdaje, że takie historie częściej mi się zdarzać będą. Ale nieźle się prezentuje toto... Mam kawał takiego materiału, będzie z niego całkiem nostalgiczna seria łazienkowa :)))
Haft krzyżykowy
Ostatnimi czasy polubiłam wyprawy do lumpeksów, zawsze można znaleźć tam coś ładnego za niewielkie pieniądze. Ale nie tylko cena jest ich atutem, zawsze kiedy zabieram się za przekopywanie tych koszy pełnych szmatek, zasłon, prześcieradeł czuję się jak myśliwy tropiący dziką zwierzynę :))) A kiedy jeszcze udaje mi się wygrzebać z nich jakieś śliczności szczęście moje sięga zenitu. Takim właśnie sposobem szuflady moje wzbogaciły się o kolejny zestaw sześciu kawowych serwetek koloru kremowego z delikatnym haftem. Są właściwie jak nowe, tylko jedna z nich ma niewielką, prawie niewidoczną plamkę...
Mały złodziej sprawdza czy białe kwiatki są równie dobre co chabry, stokrotki i inne takie pyszności... Podbiegł jak strzała, bez wąchania i żadnego namyślania zerwał zanim zdążyłam zaprotestować i schował się pod ławką, żebym mu czasem nie przeszkodziła skonsumować tego nowego zdobycznego przysmaku...
Lato
Wybrałam się dziś na ryneczek i przypłaciłam tę wycieczkę ogromnym bólem głowy. Gorąco i duszno między tymi straganami, głośno i tłoczno, a ja i moja jasna karnacja z trudem znosimy trzydziestostopniowe upały. Ale kwiatki ładne kupiłam i pyszniutkie śliwki, którymi się teraz objadam bez opamiętania i coś mi mówi, że może to się dla mnie skończyć w pewnym pomieszczeniu, do którego światło dzienne nie dociera... Niestety, tak już mam, że jak mi jakieś owoce zapachną, to nie spocznę, dopóki nie znikną z półmiska.
Fruit passion
Haftowane serwetki
Postanowiłam przeprosić moje haftowane serwetki kawowe. Wygrzebałam je z szufladki i ku mojej rozpaczy okazało się, że większość z nich jest okrutnie poplamiona... Uruchomiłam więc całą znaną mi procedurę walki z zabrudzeniami i na początek namoczyłam je w wodzie z proszkiem. Proszki, odplamiacze i inne takie chemiczne wynalazki pewnie kosztować mnie będą więcej niż nowe serwetki, jednak rzecz w tym, że te haftowała moja mama, a więc element sentymentalny się tu zakrada...
Babcia uczy mnie szyć!
I na początek takie coś uszyłyśmy z mojego lambrekina. Ja to się głównie przyglądałam a babcia z teściową walczyły, kochane.
Lambrekin
Kupiłam sobie taki lambrekin, bo mi się spodobał jego delikatny kwiatowy deseń. Chciałam sobie z niego uszyć abażury, ale te abażury to nie taka prosta sprawa, jak mi się na początku wydawało... Lubiłam w liceum geometrię ale teraz to nie pamiętam z tego nic a nic, a tu się kłania stożek ścięty, którego wymiarów nijak nie mogę sobie wyliczyć, żeby go rozpłaszczyć, narysować szablon i wyciąć. A jak mi się wreszcie uda, to nie wiadomo czy płaszczyznę taką da się wyciąć z tego akurat skrawka materiału. Jeżeli się taki zabieg nie powiedzie, to coś innego wymyślę, a może nawet zawieszę sobie taki lambrekin na oknie, chociaż nigdy nie miałam lambrekinów i nawet nie wiem, z czym to niby miałabym skomponować.
Lambrekin ma ok. 2metrów długości po zmarszczeniu i 20cm wysokości więc można całkiem sporo małych rzeczy z tego poszyć.
Ramowy problem
Pomalowałam jedną z ramek i niestety po czterokrotnym pokryciu białą farbą akrylową jest rózowa... Nie mam pomysłu jak to zmienić, więc albo zostawię czerwone, juz bez tego pozłacania, albo kazdą pomaluję jeden raz i wtedy powstanie ładny delikatny odcień rózu...
Magia świec
A tak sobie dzisiaj zrobiłam romantycznie... na pocieszenie.
Dziś rano, przed wyjściem do pracy wrzuciłam do pralki kilka ręczników i szlafrok, szlafrok ma kieszenie, a w nich czasami są telefoniki, telefoniki nie lubią prania niestety... Ustrojstwo do wyrzucenia, muszę przeprosić stare, nie to mnie jednak martwi a fakt, że wszystkie numery kontaktowe miałam zapisane w pamięci telefonu a nie karty... :((( Dlaczego mi się ciągle takie rzeczy przytrafiają??? Jeszcze nie zdążyłam pomalować sufitu w kuchni...
INDISCH BLAU C.D.
Koronki i hafty
Piękne poszewki nareszcie mam! Są tak ogromne, że nie miałam ani odpowiedniej wielkości, ani ilości poduszek do ich wypełnienia. Więc urządziłam w nich tajną skrytkę dla rzadko używanych ręczników, kap i innych szmatek... Wszystkiego tam po trochu, zasada upychania tylko jedna: byle jasne od przodu, bo bawełna cieniutka i prześwitująca...
Mus truskawkowy
wylądował na suficie, kiedy chciałam zrobić deser z lodami... Wybuchło mu się :( Trzeba będzie malować...
Robota wre
Żeby nie zasypiać gruszek w popiele i nie odkładać roboty na kolejny rok wzięłam się ostro do roboty. Nie udało mi się oczyścić do żywego drewna i czerwony odcień pozostał, a to dlatego, że ramy są wybarwione bejcą, a ja nie mogę zbyt mocno przecierać, żeby nie wygładzić szczotkowania. Ale biała emalia powinna pokryć ładnie już...
Uwaga
Ramkowa oferta sprzedazowa czasowo wstrzymana, kobieta zmienną jest :) Spróbuję przemalować ramki i jak się uda, skończę wreszcie moją ślubną galerię na przedpokojowej ścianie. Trzymajcie kciuki i podziękowania dla Sylwii, że się nie gniewa na mnie :)
Subscribe to:
Posts (Atom)