Zmiany
Nie tylko na balkonie, bo właściwie w całym mieszkaniu, zachodzą niewielkie acz systematyczne zmiany mające na celu uczynienie go bardziej praktycznym i gotowym na przyjęcie nowego mieszkańca. Niektórych rzeczy musimy się pozbyć, bo zbędne, niewygodne lub niebezpieczne, innym, z którymi trudniej mi się rozstać, znaleźć nowe miejsce... Tak więc z balkonu zniknęły krzesła i stolik z zawijasozakrętasami, a zamiast nich pojawiła się ławeczka moja ulubiona. Teraz czas poświęcony lekturze na balkonie jest wydłużony, bo w tych poduchach łatwiej mi się rozsiąść niż na tamtych fikuśnych krzesłach. Ponieważ mąż mój stanowczo odmówił kolejnej podróży ze starymi żeliwnymi nogami na trasie Poznań - mój dom rodzinny (były już przewożone chyba ze cztery razy), maszynonogi muszą zostać, ale w mieszkaniu nie ma dla nich miejsca, więc przetaszczyłam je na balkon, zrobię sobie z nich stoliczek albo kwietnik. Przemeblowanie to nie jedyne zmiany na balkonie, niestety większość moich zeszłorocznych krzaczorów zimy nie przetrwała (nie mam ja ręki do ogrodnictwa, nie mam za grosz), przemarzły wszystkie róże, bluszcze i co tam jeszcze miałam, ostała się ino tuja z jałowcem w beczce. Trzeba pomyśleć nad kwieciem nowym w tym roku, może tym razem lepiej mi pójdzie. Na razie pokazuję tę część, która się do pokazania w ogóle nadaje.

Niedzielna obietnica
Dziś dla kibiców poznańskich ważny dzień, a mąż mój do nich się niestety zalicza, tak więc opuścił mnie w to piękne niedzielne popołudnie dla swej wielkiej miłości, jaką jest piłka nożna. Muszę tu jednak zaznaczyć, że jakkolwiek piłka nożna jest jego ukochaną rozrywką, ogranicza się to uwielbienie jednak do biernego przyglądania się 22 mężczyznom biegającym za jedną jedyną piłką, nie ma w tym nic z czynnej pasji i uprawiania tak ruchliwego sportu osobiście. Męża swojego widziałam raz jeden na murawie, jako obrońcę i raz jeden ruszył on za piłką w nadziei przeprowadzenia czynnej akcji, przez pozostałą część meczu czekał i czekał, aż piłka sama wpadnie mu między nogi... Ale ja nie o tym... w zamian na obietnicę wiernego kibicowania jego ukochanej drużynie w czasie dzisiejszej rozgrywki udało mi się wynegocjować takie oto szydełkowe cudeńko... Wyniuchałam je w kwiaciarni, obok której przechodziłam w czasie pieszej mojej wędrówki do teściów. Tak więc zgodnie z obietnicą idę teraz oglądać mecz, w samotności rzecz jasna, bo chłop mój robi to w towarzystwie męskim, poza domem...
Pływające tulipany
Chłop mój musi być ze mną szczęśliwy. Podejrzenie swoje wysuwam na podstawie faktu, iż nieustannie obdarowuje mnie różnym wiosennym kwieciem, a najczęściej tulipanami... Podejrzewam również, że intencje jego mogą być związane z chęcią obejrzenia zdjęć tychże podarowanych tulipanów na moim blogu... :)))))))))))))))))
Przedświątecznie
W tym roku, ze względu na ogólne osłabienie organizmu mojego, odpuściłam sobie przedświąteczne przygotowania, nic nie jest posprzątane, nic nie pozamiatane i nic nie jest umyte. Niewielkie porządki, jakie próbowałam poczynić, powodowały ogólny zamęt w innych częściach mieszkania, którego to zamętu nie miałam już sił ogarniać i tak zostało. Kiedy nastawał porządek w jednym miejscu, to brakowało go gdzie indziej. Dziś jednak postanowiłam ściągnąć z najwyższej szafy zakurzony wieniec wielojajeczny, żeby choć troszkę poczuć klimat świąt można było.
Uroczyście oznajmiam, że w drodze uczciwego losowania zwycięzcą naszej zabawy została Truskawka, która to otrzyma ode mnie kwiecisty uchwyt na papier toaletowy. Bardzo proszę wymienioną o podanie adresu, na który tenże uchwyt miałby być wysłany (kopciuszek1605@gazeta.pl)
Sama zaś postanowiłam spróbować szczęścia w zabawie Alicji. Spójrzcie jakie śliczności ona potrafi wyczarować: Retro Charm Garden .
Uroczyście oznajmiam, że w drodze uczciwego losowania zwycięzcą naszej zabawy została Truskawka, która to otrzyma ode mnie kwiecisty uchwyt na papier toaletowy. Bardzo proszę wymienioną o podanie adresu, na który tenże uchwyt miałby być wysłany (kopciuszek1605@gazeta.pl)
Sama zaś postanowiłam spróbować szczęścia w zabawie Alicji. Spójrzcie jakie śliczności ona potrafi wyczarować: Retro Charm Garden .
A wszystkim odwiedzającym życzę spokoju i odpoczynku.
Haftowany prezent
Ten śliczny haftowany obrus dostałam od mojej mamy. Był zbyt mały na jej ogromny stół, a na mój niewielki jest zupełnie akuratny. Tym sposobem powiększyła się moja kolekcja obrusowo serwetkowa o kolejny egzemplarz, w szufladach już mi się przestają mieścić, a nie wydaje mi się, żebym miała ich jakąś wyjątkowo ogromną ilość. Hmm, muszę sobie jakieś nowe miejsce na te wszystkie szmatki zorganizować...
I przegapiłam pierwsze urodziny bloga... W czwartek były...
I przegapiłam pierwsze urodziny bloga... W czwartek były...
Subscribe to:
Posts (Atom)