Bluszcz
Kupiłam na balkon dwa bluszczowate kikuty, z których mam nadzieję doczekać się w ciągu paru lat gęstego buszu. Wydatek rzędu szesnastu złotych zmieścił się jeszcze w moim czerwcowym budżecie, ale teraz to już chleb ze smalcem :) Zbieramy pieniążki na wrześniowe wakacje i skutek jest taki, że płacąc za te badylki, człowiek ma wyrzuty sumienia... Ale czego się nie robi dla takiej wizji...

Daleko moim bluszczykom do tego obrazka (skopiowanego z bloga Modern Country), ale uzbroję się w cierpliwość i doczekam!

Daleko moim bluszczykom do tego obrazka (skopiowanego z bloga Modern Country), ale uzbroję się w cierpliwość i doczekam!
Słoneczne popołudnie
Podpatrzyłam w pewnej nadmorskiej lodziarni, idealny dla mnie sposób nakładania lodów. Nie żadne tam gałki, tylko zwyczajnie łopatką nakładali takie packi. Spodobało mi się to, bo mi gałki nie wychodziły nigdy satysfakcjonująco gałkowate, więc męczyłam się krojąc lody w kosteczki... Wyobrażacie sobie? A teraz pac łyżką zwykłą obiadową i deser jak się patrzy.
Dzban pełen łubinu
Zebranie tego łubinu na działce teściów kosztowało mnie tyle słów, próśb i gróźb, że każdej by się odechciało. Ten mój chłop na wszystko się w końcu zgodzi, ale ile ja się przy tym nagadam... a nasłucham ile...
Dzban
Mamom...
muszle, które piasek grzebie...
...pędźcie ognistokopytne rumaki
ku państwom Feba...
Nie będę się rozpisywać za wiele, było po prostu wspaniale! Chłód był co prawda chłodny, ale bezchmurnie, słoneczko wymuskało mą twarzyczkę na tyle skutecznie, że jestem czerwona jak córka Indianina... Nie zważając na okrutny wiatr wędrowaliśmy wzdłuż wybrzeża oczarowani i zakochani :) Smażona rybka smakowała jak nigdy, jadłam za dwóch!!!
Wszystkie podpisy pod zdjęciami z wyjątkiem ostatniego to fragmenty wierszy Marii Pawlikowskiej - Jasnorzewskiej, ostatni to oczywiście Julia oczekująca swego Romea...
Wszystkie podpisy pod zdjęciami z wyjątkiem ostatniego to fragmenty wierszy Marii Pawlikowskiej - Jasnorzewskiej, ostatni to oczywiście Julia oczekująca swego Romea...
Morskie powiewy
"... Dzień ten mi nieznośny
Jak noc, co święto jakowe poprzedza,
niecierpliwemu dziecku, które nowe dostało szaty,
a nie może jeszcze w nie się przystroić..."
Jutro jedziemy nad morze, hurra! Nie mogę się już doczekać widoku mojego ukochanego Bałtyku, spacerów po piasku i zapachu ryby smażonej... Zniecierpliwiona postanowiłam zrobić sobie inspirowaną morskimi klimatami kompozycję. Zebrałam wszystkie moje muszelki mniejsze i większe, i zrobiłam nową osłonkę dla storczyka! Jak widać, zabrakło mi materiału, więc muszę jechać czym prędzej i trochę dokupić :) Zastanawiam się tylko jak ja teraz będę podlewać to biedne kwiecie...
Szekspira cytowałam z pamięci, mam nadzieję, że nie przekręciłam słów biednej Julii...
Wspomnienia
Przeglądając zdjęcia swojego mieszkania zdałam sobie sprawę, jak bardzo się zmieniało z miesiąca na miesiąc... Pamiętam nasze początki, kiedy mieliśmy ledwie komplet mebli z mojego domu rodzinnego i kanapę, na której trzeba było spać, a której materac jest tak miękki, że budziliśmy się nawzajem, ilekroć któreś z nas poczuło potrzebę odwrócenia się na drugi bok. Kuchni dorobiliśmy się dość szybko, bo już po dwóch miesiącach od zamieszkania mogliśmy zacząć normalnie w niej funkcjonować (stołu i krzeseł dorabialiśmy się dłużej, zabudowa była ważniejsza). Ta historia będzie właśnie o kąciku stołowym (jadalnia to zbyt szumna nazwa dla tego, w rzeczy samej, skrawka kuchni).
Na początku był sobie mały stolik i dwa krzesełka, które przywiozłam od mamy, a które w rzeczywistości powinny były od razu znaleźć się na balkonie. Jednak na czymś trzeba było jeść i choć wielkość stolika wskazuje na jego zastosowanie przy kawie, to lepsze to było niż trzymanie gorącego talerza na kolanach.
Na początku był sobie mały stolik i dwa krzesełka, które przywiozłam od mamy, a które w rzeczywistości powinny były od razu znaleźć się na balkonie. Jednak na czymś trzeba było jeść i choć wielkość stolika wskazuje na jego zastosowanie przy kawie, to lepsze to było niż trzymanie gorącego talerza na kolanach.
Trzeba było wreszcie kupić krzesła. Ponieważ nie chciałam już żadnych allegrowych niespodzianek pojechaliśmy do IKEA i kupiliśmy cztery sztuki białych czworonogów, które nadal nie są do końca złożone, więc uważać musi ten, co na nich siada opadając, bo wtedy siedzisko podskakuje i nie zawsze ląduje z powrotem w tym samym miejscu, a cztery litery siadającego mogą boleśnie to odczuć ;)
Świecznik oczywiście powinien wisieć nad stołem, aleśmy się nie mogli w suficie przewiercić naszą tanią wiertarką, więc wisi tam, gdzie deweloperowi się podobało hak umieścić. Dopóki nie zapadnie decyzja kredens albo niekredens, nic nie będę z tym robić.
Inspiracje
Czasomierze
Dostałam od mamy w prezencie śliczny zegar z motywem różanym. Zawisł w łazience, dzięki czemu moje poranne problemy z czasem zostały zniwelowane.
Kawałek balkonu
Jest i efekt moich nasadzeń, wiecznie zielona beczka. Z jednego boku żywotnika piąć się będzie trzmielina (jak troszkę podrośnie), z drugiego - bluszcz (jeżeli mu tam dobrze będzie, bo to odmiana domowa raczej), a po środku to coś iglaste, jałowiec.
Podłogę na balkonie by się przydało wreszcie zrobić, ciągle jednak mam pewne wątpliwości... Drewniana byłaby piękna, ale zbyt trudna w utrzymaniu na takim balkonie, więc chyba jednak płytki. Ale zwykłe płytki??? Mam możliwość zdobycia od cioci, która wymienia stare podłogi, takich oto niebanalnych płytek (fotka pożyczona od Vespry z forum GW), niestety tamte nie są w tak dobrym stanie, jak te ze zdjęcia. Myślicie, że nadawałyby się na balkon w bloku???

Bo ja tak sobie myślę, że chyba te stare byłyby akuratne, dzięki nim balkon nabierze akurat takiego charakteru, o jaki mnie się rozchodzi... I uratuję kawałek pięknej podłogi...
Sadzimy!
Happy Birthday
P.S.
Ten bukiecik tak mi się podoba, że wszędzie z nim wędruję, od kuchni do sypialni i w czasie kąpieli też się na niego pogapię :))) Zapalę sobie ze sztuk parę świeczek najtańszych, bukiet przed nosem postawię i ślepia w niego wlepię, i tak sobie będę zamknięta w łazience siedzieć. A co, chłopa nie ma, to też i do wyra mi nie śpieszno ;)
Humorek już lepszy z wieczora.
Humorek już lepszy z wieczora.
Drobne przyjemności...
Zadziwiające
Przeglądałam właśnie statystyki wejść na stronę i nie mogę się nadziwić! Ponad 400 wejść jednego dnia!!! A bloga piszę raptem od półtora miesiąca. Prawdopodobnie większość z was zna mnie z gazetowego forum, ale odwiedzają mnie też koledzy z pracy :))) i podobno przyjaciele i znajomi królika... Nie mogę też uwierzyć, że szukacie mnie, zapewne Polacy na emigracji, czasami z najodleglejszych zakątków: Indie, Australia, Turcja, Stany, Holandia, Austria, Bułgaria, Kanary, Niemcy, Anglia, Czechy! Oczywiście większość z was mieszka tak, jak ja w Polsce, może ktoś z was jest moim sąsiadem i codziennie rano widzimy się na przystanku?
Dziękuję wam wszystkim, cieszę się, że tak chętnie mnie odwiedzacie i mam nadzieję, że będziecie dalej tak czynić...

Dziękuję wam wszystkim, cieszę się, że tak chętnie mnie odwiedzacie i mam nadzieję, że będziecie dalej tak czynić...
Dla wszystkich w podzięce koszyk bratków wyszukałam w moim fotkowym archiwum... Zdjęcie jest, krótko mówiąc, fatalne, cała ja :)))
Świeczniki!
Uprzejmie donoszę, że pokazane poniżej świeczniki były widziane dziś w samo południe w TESCO Batorego, Poznań! Jest kilka sztuk takowego materiału, na jedną sztukę trzeba z portfela wyciągnąć całe 14,99 polskich złotych! Kto żyw niech biegnie, kto nie ma sił w nogach, może zdąży i na pocieszenie dostanie mu się podobny, ale nie biały i sam będzie musiał malować.
Jednocześnie uprasza się uprzejmie o nietraktowanie tego posta jako spamu, reklamy czy jeszcze czego innego. Kto umie oko przymrużyć, niechaj tak czyni, kto nie, niech zapomni, że w ogóle to czytał, ot co.
Jednocześnie uprasza się uprzejmie o nietraktowanie tego posta jako spamu, reklamy czy jeszcze czego innego. Kto umie oko przymrużyć, niechaj tak czyni, kto nie, niech zapomni, że w ogóle to czytał, ot co.
Biało
Wyszłam wczoraj z domu i ten bukiecik rósł wprost na mojej drodze :))) Nie mogłam przecież go nie przygarnąć i nie zaprosić w moje skromne progi...
P.S. Bukiecik rósł dość wysoko, ale byłyśmy we dwie, jedna wisiała na gałęzi a druga rwała, co sił... Wyobraźcie sobie dwie kobitki pod trzydziestkę, buszujące w krzakach bzu, z wyrazem obłędu w oczach. Świadków nadgorliwych, co to ruszyliby na obronę roślinie w potrzebie, na szczęście nie było.
P.S. Bukiecik rósł dość wysoko, ale byłyśmy we dwie, jedna wisiała na gałęzi a druga rwała, co sił... Wyobraźcie sobie dwie kobitki pod trzydziestkę, buszujące w krzakach bzu, z wyrazem obłędu w oczach. Świadków nadgorliwych, co to ruszyliby na obronę roślinie w potrzebie, na szczęście nie było.
z drzewa koń na biegunach...
Od dziś moich gości będzie witał ten oto klasycznej urody koń... O ile po raz kolejny nie straci ucha w walce z czyjąś koniczyną dolną, bądź też królik nie przypomni sobie, że ogony drewniane są całkiem smaczne i dobrze się na nich ściera zęby...
Koń ten to prezent od Mikołaja, ale ja wiem dobrze, że Mikołaj ten jest brunetem o piwnych oczach i zaopatruje się na Allegro... ;)
Koń ten to prezent od Mikołaja, ale ja wiem dobrze, że Mikołaj ten jest brunetem o piwnych oczach i zaopatruje się na Allegro... ;)
Różana zdobycz
Mąż niedługo zablokuje mi Allegro! Ale co ja poradzę, że tam takie cuda za parę groszy można znaleźć? A ja zawsze mam wrażenie, że muszę wykupić wszystko ładne póki jest, bo potem to już na pewno nie będzie... Obrus wykonany haftem krzyżykowym, w moich ulubionych kolorach za jedyne 15zł? Musiałam go mieć!
Ukradłam...
Mój Piękny Dom
Skontaktowała się ze mną telefonicznie redaktor naczelna magazynu i okazuje się, że publikacja została przesunięta o miesiąc, czyli czekamy na numer lipcowy. Powstał sześciostronicowy materiał, który nie zmieściłby się w czerwcowym numerze, a szkoda było ciąć. Uzbroić się trza w cierpliwość... i ukraść komuś trochę bzu, bo już pięknie zakwitł.
Zmieniłam ustawienia, także teraz już chyba każdy może dodawać swój komentarz, do czego zachęcam serdecznie. Dzięki temu będę wiedziała, że nie gadam do ściany :)
Zmieniłam ustawienia, także teraz już chyba każdy może dodawać swój komentarz, do czego zachęcam serdecznie. Dzięki temu będę wiedziała, że nie gadam do ściany :)
Pokój dzienny w nowej szacie...
Na początek nowe zasłonki nieco przykrótkie (doprawdy nie wiem jak ja wymierzyłam, że mi pasowało), ale myślę, że powieszenie ich na żabkach załatwi sprawę. Muszę tylko nabyć takie żabki. Zasłonka na drzwiach balkonowych z założenia miała nie być długa, co by królika pozbawić przyjemności jej drapania, gryzienia i załatwiania na niej pewnych innych życiowych potrzeb.
Zasłonki przepuszczają takie delikatnie rozproszone światło, niestety nie umiem tego uchwycić aparatem.
A to już nowa biało - niebieska odsłona pokoju dziennego. Trochę świeżości i lekkości na nadchodzące gorące dni...
Wielkie rozczarowanie...
Pobiegłam dzisiaj do kiosku, bardzo podekscytowana (a trzeba wam wiedzieć, że jest to teraz dla mnie wysiłek nie lada), już na miejscu przejrzałam... i nic, nie ma mojego mieszkania... Możliwe, że ktoś z redakcji kontaktował się ze mną mailowo, ale ponieważ od czterech tygodni jestem na zwolnieniu, nie odbieram poczty pracowniczej, bo nie mam do niej dostępu. Spróbuję skontaktować się z nimi i dowiedzieć czegoś... Na pocieszenie dla wszystkich podglądaczy mojego domku wkleję parę swoich zdjęć.
Lawendowe zapachy
I kolejny uroczy akcent do mojego mieszkania zakupiony w jednym z moich ulubionych sklepików internetowych. Nie dość, że pięknie się prezentuje, to jeszcze rozsiewa wokół kojący zapach lawendy... W przypadku tej starej bieliźniarki bardzo się toto przydaje :)))
Historia tej bieliźniarki jest bowiem dość specyficzna i zniechęcająca do zakupów na Allegro. Kupiłam ją za niecałe 200zł, załatwiłam transport przez firmę, w której pracuję, toteż jego koszty ograniczyły się do podziękowań... Ale jakież było moje zdziwienie, kiedy szafa wreszcie dotarła! Cuchnęła przeokrutnie kocimi siuśkami!!! Musieliśmy wystawić ją na balkon, bo nie dało się w nocy spać! Na szczęście po renowacji intensywność zapachu była niższa i z czasem zanikła. Ale nie mogłam zrobić z niej nic innego, jak szafkę na buty, po prostu nie mogłam się przemóc, żeby przechowywać tam cokolwiek innego.
Subscribe to:
Posts (Atom)